Znalazłem w sieci informacje nt marszu ateistów, który ma się odbyć 10.X w Krakowie. Pierwsze odruchy pozytywne. Wreszcie ktoś głośno chce powiedzieć, że w Polsce katolicy nie są przytłaczającą większością, że warto zwracać uwagę i szanować również inne poglądy i przekonania religijne, że fakt, że nie zgadzasz się z czyimś światopoglądem nie czyni go gorszym ani mniej znaczącym od Twojego.
Dopisałem się do grupy organizatorów marszu na Facebooku i zacząłem głębiej wchodzić w kwestie, które stały za ideą marszu. Im więcej czytałem tym bardziej rósł mój niepokój. Deklarujący się "Młody Wolnomyślicielami" ludzie, owszem, swoim manifestem umieszczonym na stronie akcji zyskali moje poparcie, bo choć nie w 100% to jednak zgadzam się z większością postulatów MAiA. Jednak czytając wypowiedzi organizatorów, czy na forum akcji, czy na naszej klasie, nie mogłem się pozbyć dziwnego wrażenia ideologicznej schizofrenii.
Z jednej strony pojawia się jasna, ładnie napisana deklaracja:
"Należy zaznaczyć, iż „Młodzi Wolnomyśliciele” nie są organizacją antyreligijną, a jej celem nie jest prowokowanie, ani zwalczanie osób wierzących, ani też „nawracanie” na ateizm czy agnostycyzm. Nasze wystąpienia nigdy nie miały, nie mają i nie będą mieć charakteru antyreligijnego, ponieważ sprzeczne byłoby to z zasadami demokracji i pokojowej koegzystencji stanowiącymi etos członków stowarzyszenia."
Natomiast niedaleko od tej deklaracji w komentarzach pojawia się post organizatorów akcji następującej treści:
"NKWD, czyli Narodowo Katoliccy Wariaci Debile, nie? Albo ZChN, czyli Związek Chorych z Nienawiści^^"
Pomijam fakt, że aministrator facebookowego forum występuje pod ksywą Moher Slayer i że w galerii akcji zamiast zdjęć np Richarda Dawkinsa można znaleźć jedynie fotografie radzieckich żołnierzy z 2 wojny światowej i wesołe komentarze typu ten cytowany powyżej.
W moich oczach takie zachowanie totalnie dyskredytuje organizatorów marszu, którzy poza zgrabnie spisanym manifestem prezentują raczej poglądy i mentalność lewacko-anarchistyczną, sami ładując się w stereotypy od których, jak piszą, chcą uciec i pokazać ludziom że ateista to też człowiek. Za hasłem powinna stać odpowiednia postawa i przekonania, chęć dialogu i otwarty umysł. Tymczasem zamiast tego mam przed oczami brak jakichkolwiek podstaw do dyskusji merytorycznej i obrzucanie inwektywami środowiska kościelnego.
Czy tak chcą zyskać zwolenników swojej idei? Czy w ten sposób chcą przekonać nie-ateistów, że można nas traktować normalnie i że wbrew obiegowej opinii nie jesteśmy prymitywami bez kszty moralności? Kamienie i butelki to nie jest rozwiązanie, zwłaszcza w tak delikatnych kwestiach jak religia i oparty o nią światopogląd. Przede wszystkim trzeba doprowadzić do sytuacji, gdzie będzie można religię zdjąć z piedestału dogmatu, gdzie będzie możliwa o niej dyskusja, wymiana poglądów pomiędzy wierzącym a niewierzącym, tak jak jest ona możliwa pomiędzy konserwatystą a liberałem.
Dlatego po przemyśleniu sprawy nie podpiszę się pod tą akcją. Wolę obserwować z boku, czy ta idea faktycznie przyczyni się do powstania nowego, silnego, niezależnego środowiska ateistów i agnostyków, czy okaże się tylko próbą zaistnienia i niczym więcej...
niedziela, 4 października 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)
